14 lipca 2006
Jak ja widzę społeczność (Opery)
| Trackback |Etykiety: Po polsku, Przeglądarki, Przemyślenia | 01:13:23
Na joggerze vroka rozgorzała dyskusja na temat społeczności Opery. Ciekawie to wygląda, nie powiem... Ostrzegam, że o tej porze tok myślenia odrobinę zwalnia, więc cały post będzie dość... rozlazły.
Zacznijmy od definicji
społeczności. Nie jest może ona najlepsza, ale ze społeczności Wikipedii się wywodzi ;)
Socjologia nie jest moim konikiem, ale tak "na chłopski rozum" społeczność wg. Wikipedii oznacza
ludzi, których coś łączy - teren zamieszkania, przekonania, etc. Definicja ta jednak nie podkreśla
(a moim zdaniem powinna), że grupa ta musi ze sobą utrzymywać kontakty. Myślę, że jest to prawie
podstawa mówienia o społeczności. Co z tego, że mamy na świecie załóżmy 50 ludzi, którzy interesują
się czymśbardzorzadkim, jeżeli nawet nie wiedzą o istnieniu innych pasjonatów czegośbardzorzadkiego
i nie utrzymują z nimi żadnych kontaktów. Załózmy nawet, że kilku z nich się zna, ale nie wiedzą o
tym, że podzielają wspólną pasję. Wówczas również nie jest to IMHO społeczność
czegośbardzorzadkiego, ze względu na inną płaszczyznę kontaktów.
Ale co to do cholery ma do Opery - zapytasz. Już mówię. Opera moim zdaniem doskonale wie co robi - buduje społeczność. Tylko jaką? Wbrew pozorom wydaje mi sie, że nie chodzi głównie o społeczność "techniczną", nie chodzi o armię wyszukiwaczy błędów, osób robiących widżety, czy inne cudeńka z niczego, czy miliony The Elektrans, albo osób piszących "Oper rulez". Tacy ludzie znajdują się sami i nikt ich do tego przekonywać nie musi. Co nimi kieruje? Altruistyczna chęć pomocy innym (każdy czasami miewa takie napady), chęć popisania się, zdobycia uznania, propagowania przeglądarki (gówniarskie zapędy, chęć nawracania na jedyne dobro, próba pokazania alternatywy i/lub ułatwienia komuś zycia), hobby, czy też inne nieklasyfikowane powody (zboczenia, miłości, etc.).
Żadnej idei? Teraz główne hasło reklamowe brzmi "your web, your choice". I zastanowić się trzeba, czy chodzi o "twój dzień, twoja woda", czy o coś w stylu "to tylko i wyłącznie Twój wybór, my pokazujemy Ci jedną z opcji". Zdecydowanie wolę to drugie - wówczas paradoksalnie program z zamkniętym źródłem czerpie z idei "wolnościowych". Ciekawy zabieg.
Jeżeli ktoś chce zobaczyć o co (moim zdaniem) chodzi Operze, to powinien odwiedzić np. stronę z najczęściej oglądanymi blogami na Opera Community. Blogi te w większośći nie są o Operze - są "normalnymi" blogami "normalnych" ludzi. Za utrzymanie bloga, gdy strona wykryje, że używasz innej przeglądarki wyświetla Ci w sidebarze swoją własną, niewielką reklamę. Moim zdaniem to zupełnie uczciwe. A zarazem efektywne, proste i wyjaśniające większość Opera Community. Osób zarejestrowanych na Opera Community jest w tym momencie 427028 (połowa ilosci użytkowników Opery w samej tylko Polsce), zajmujących się stricte przeglądarką osób - zapewne nawet nie jedna trzecia tego. To relatywnie bardzo niewiele. Nie można więc mówić, że nawet tę dość skromną Opera Community trzyma przeglądarka, używają jej zapewne, ale trzyma ich raczej samo to miejsce - prosty w prowadzeniu blog, możliwość dołączenia do grup, tworzenia własnych galerii.
Nie oszukujmy się, spośród osób "zajmujących się" Firefoksem ile naprawdę programuje, poprawia
błędy itp.? Nieznaczna część z tych, którzy tej przeglądarki używają, propagują, czy też zgłaszają
błędy, albo pomagają innym na forum. W Operze jest zupełnie analogicznie, z tym że wszyscy
developerzy są przez Operę zatrudnieni. Jeżeli używając Firefoksa natrafiłbym na błąd - zgłosiłbym
go i prawdopodobnie na tym skończyłaby się moja rola. Z Operą jest tak samo. Osoby znajdujące błędy
przede wszystkim dużo używają przeglądarki, a kiedy na błąd natrafią, zgłaszają go i mają
satysfakcję, że znalazły coś, czego nikt wcześniej nie zauważył. Skoro korzystam z danego produktu,
to sądzę, że jest dla mnie najbardziej odpowiedni i chcę, aby nadal takim dobrym produktem
pozostał.
Jeżeli natomiast ludzie używają czegoś sporo i trochę już znają dany produkt, to chyba nic w tym
dziwnego, że znajdują się osoby, które chcą pomóc innym i ułatwić im życie. Nie czuję dużej różnicy
tłumacząc wolne forum, a tłumacząc tutorial Opery - i to, i to robię aby się czegoś nauczyć i
ułatwić innym korzystanie z czegoś, co mi się mniej lub bardziej podoba. Istnieją przecież fora dla
ludzi korzystających z Widnowsa, gdzie jedni drugim dają rady.
Oczywiście pozostaje argument, że na takiej pracy zarobi Opera, albo Microsoft. Zarobi, nie przeczę. Ale nie czarujmy się - analogicznie zarobi też Mozilla, czy cokolwiek innego. Marcoos napisał:
Pieniądze, jakie zarabia Mozilla (F. i C.) idą m. in. na:
- pensje dla pracowników (główni developerzy pracujący wyłącznie nad Firefoksem i Thunderbirdem)
- nagrody za odnalezienie istotnych błędów związanych z bezpieczeństwem
- kampanie marketingowe
- organizowanie konferencji
- wsparcie innych projektów F/LOSS (OpenSSH na przykład)
- bieżące koszty działalności
Co mają z tego "wolontariusze"?
- darmowe uczestnictwo w konferencjach (np. Mozilla Corp. opłaciła wszystkim lokalizatorom przelot do Brukseli na FOSDEM w lutym ;-))
- najaktywniejsi wolontariusze stają się pracownikami
- inne - Mozilla dopiero zastanawia się, jak rozparcelować kasę między wolontariuszy (lub na co ją zamienić), żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony.
Pieniądze jakie zarabia Opera idą na:
- pensje dla pracowników (developerzy pracujący nad Operą Desktop, Mini, Mobile i wszelkimi
innymi)
- nagrody w konkursach, np. Widget World Cup
- kampanie marketingowe
- organizowanie konferencji
- wsparcie innych projektów, np. dążących do wdrażania standardów
- bieżące koszty działalności
Co mają z tego "wolontariusze"?
- co otrzymują lokalizatorzy (nie do końca "wolontariusze"...)? wystarczy zapytać andola ;)
- najaktywniejsi wolontariusze stają się pracownikami - aktywni wolontariusze zapewne nie mają
trudności z dostaniem się do Opery, dobry przykład - Moose
Czy też więc nie jest to tak naprawdę "jeden diabeł"? Oczywiście wolałbym, gdyby Opera była open
source (idee piękne, ale wykonanie nie zawsze) - chętnie bym popatrzył jak jest zrobiona,
wypróbowałbym jej "klony". Co to jednak obchodzi statystycznego Kowalskiego, jej użytkownika?
Jeżeli ma dobry, odpowiadający mu produkt, nie interesuję się tym to naprawdę niewiele.
Żaden to jednak w tej chwili interes dla Opery, od początku była zamknięta i nie ma się co dziwić.
Podejście w stylu "tylko open source" jest naprawdę dziwne...
A może kiedyś jakiś specjalista wymyśli, że udostępnienie źródeł to świetna reklama? Wszystko na
tym świecie jest możliwe ;)
Poprzedni wpis: Jasisz i Wykop.pl
Następny wpis: Obwodnica Augustowa
Nazon napisał/a:
14 lipca 2006 o 10:32:55
Pogratulować porównanie ;)
Całkiem niezły punkt widzenia - w pełni sie zgadzam ;)
Pan Leśniczy napisał/a:
14 lipca 2006 o 23:15:33
Pogratulować słowotoku ;)
PitMac napisał/a:
14 lipca 2006 o 23:49:51
Swietnie napisane w pełni popieram!
gandalf napisał/a:
15 lipca 2006 o 07:22:09
Pieknie napisane... szkoda, ze nieprawdziwe...
A wlasciwie na szczescie :) Widze, ze koledzy maja szalena latwosc "zapominania" o elementach niepasujacych do teorii, ktora chce sie przedstawic.
Roznica polega mianowicie na tym, ze Opera S.A. jest firma, w tradycyjnym rozumieniu tego slowa. Taka sama jak Coca-Cola, Microsoft, Ford, McDonalds itp. Firma taka, ma na celu generowanie zysku.
Mozilla Corporation jest w calosci wlasnoscia Mozilli Foundation, ktora jest non-profitowa fundacja, ktorej celem statutowym jest szerzenie innowacji w Internecie i poprawia jakosci korzystania z niego. To oznacza, ze ze scisle prawnego punktu widzenia, wszystkie pieniadze zarobione przez MoFo musza zostac wydane na realizacje celow statutowych, podczas gdy wszystkie pieniadze zarobione przez Opere moga znalezc sie gdziekolwiek, od kieszeni wlasciciela, po kieszenie pracownikow, albo jako podwaliny nastepnych firm.
Nie twierdze, ze Opera jest "evil", zwracam tylko uwage, na pewna techniczno/prawna roznice w podstwowych zalozeniach obu bytow prawnych.
Drugi blad, powtorzony zreszta za postem na ktorym bazujesz, to proba przedstawienia calej mozliwej gamy zdarzen z ktorych uzytkownik moze czerpac korzysci w postaci zgloszenia buga. Jest to rzeczywiscie prawda w przypadku oprogramowania zamknietego. Dostajesz produkt, uzywasz, znajdziesz blad, mozesz zglosic, koniec bajki. Wszystko dziala, produkt dziala, obieg zamkniety nie ma o czym wiecej pisac.
W przypadku OS, dziala to troche tak, jak zmiany klimatyczne. Zmiana jednego czynnika w jednym miejscu moze, poprzez efekt motyla, spowodowac kolosalne zmiany w innym miejscu i czasie. Domena publiczna w ktorej kraza wszystkie fragmenty kodu OS jest jak tygiel, z ktorego setki roznych rzeczy moga powstac i na miliony roznych sposobow zostac zmodyfikowane. Jest to wrecz absolutnie niezmierzalne. Nie wiesz jaka czesc jakiego programu, ktorego uzywasz istnieje tylko dlatego, lub tylko dlatego istnieje w takiej formie, ze ktos kiedys napisal jakis kawalek kodu w Firefoksie, Emacsie, Open Officie czy czymkolwiek innym.
Dodatkowo, o czym tez tam juz pisalem, OS daje Ci gwarancje. Gwarancje, ze mozesz w razie potrzeby korzystajac ze srodkow racjonalnych w stosunku do potrzeb wplynac na dzialanie produktu w sposob Tobie potrzebny. Masz gwarancje, ze produkt bedzie wolny od szkodliwego kodu, a producent nigdy nie bedzie mogl wykorzystac go przeciwko Tobie.
Wiem, to brzmi absurdalnie odlegle i niemozliwie w dzisiejszych czasach, wiec wiekszosc moze zapytac "i co z tego? Przeciez Opera czy Microsoft tez krzywdy mi nie zrobia" - i masz racje. Nie twierdze, ze zrobia.
Zwracam tylko uwage, ze nie nalezy upraszczac twierdzen do stopnia w ktorym zatracaja znaczenie.
To, ze oba modele dzialaja i daja w dniu dzisiejszym podobny zakres mozliwosci dla przecietnego uzytkownika, to nie znaczy, ze ich potencjal jest identyczny, ani, ze w dluzszej skali czasowej nie ma miedzy nimi roznic.
----
Co do spolecznosci Opery, zgadzamy sie. Opera ma spolecznosc, skupiona wokol produktu, niekoniecznie techniczna. Ciekawostka polega na mechanizmach dzialania i zywotnosci tej spolecznosci. To troche tak, jakby stworzyla sie spolecznosc wokol Winampa.
I ta spolecznosc blogowalaby, wymieniala poglady, znajdowala bledy, dyskutowala o nowych funkcjach w nowych wersjach, wyczekiwala nowych wersji beta itp. Byloby to ciekawe zjawisko, prawda? Tak samo jak ciekawym zjawiskiem jest spolecznosc Opery - i w zadnym wypadku przez slowo "ciekawy" nie mam na mysli nic pejoratywnego.
jasisz napisał/a:
15 lipca 2006 o 09:06:09
Rozumiem wszystkie zalety open source, choć część z nich jest troszkę "obusieczna".
Np. mierzi mnie (nie wiem czy to dobra nazwa) rozdrabnianie błędów. Ktoś zgłasza w Bugzilli błąd, ktoś (albo kilka osób) go naprawia. Dość częste są natomiast przypadki, że wystarczyłaby "globalna", niewielka zmiana, która naprawiłaby kilka, albo kilkanaście błędów. Tymczasem kod tyje od patchy. Nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale takie przypadki się z pewnością zdarzają i zawsze mnie to zniechęcało (ot taki perfekcjonizm ;) przed ruszaniem czegokolwiek w dużych otwartych projektach.
Co do zachowania korporacji nie jestem jakimś specjalistą. Sądzę jednak, że gdyby np. Opera w jakiś sposób próbowała użytkownikom wyrządzić krzywdę, to byłby to decydujący gol do wlasnej bramki. Dlatego myślę, że żadna poważna (nastawiona na zysk) firma czegoś takiego nie zrobi, bo to się po prostu nie opłaca ;)
Nie zawsze najdogodniejsze rozwiązanie jest open source, na szczęście można się z tym pogodzić.
PitMac napisał/a:
15 lipca 2006 o 09:32:01
Napisze krótko,i co z tego ze Opera jest firmą taką jak coca cola a Mozilla non-profitowa fundacją.Bo dla mnie użytkownia przeglądarki która ja sam sobie wybrałem, mi ona doskonale pasuje,nie byłem przymuszany do tego wyboru nie robi to zadnej różnicy.I nawet gdybym miał jeszcze płacic z każdą nową wersje to pewnie bym to robił bo dla mnie nie ma lepszej przeglądarki.
Na os X jest w czym wybierać jednak nic nie jest w stanie zastąpić dla mnie Opery,ani Safari,ani Camino tym bardziej Firefox.Mało tego że używam Opery,to swojego czasu udzielałem się na forum,teraz już nie,ale mam bloga na community i sporadycznie pojawia sie tam wpis na temat Opery czy przegladarek.Tak więc sama społecznośc Opery oprócz tego że łączy ją używanie tejże przeglądarki ma jeszcze inne rzeczy które pozwalają na jej skupienie nie tylko wokół samej przeglądarki.
PitMac napisał/a:
15 lipca 2006 o 09:34:19
Pamietajcie zeby nie pisac posta jedzac sniadanie i gapiac sie w tv bo nic dobrego z tego nie wyjdzie a niechce mi sie juz poprawiac.;)
Michaś napisał/a:
15 lipca 2006 o 19:51:49
Załóżmy, że Fundacja Mozilla jest niedochodowa. Jaki interes mają więc firmy, które finansują ową fundację. Też są bezinteresowne? To, że Firefoks nie przynosi zysków fundacji Mozilla, nie oznacza, że nie przynosi nikomu, wzglednie że nie będzie przynosił.
gandalf napisał/a:
15 lipca 2006 o 20:25:18
> Tymczasem kod tyje od patchy.
Takie zagrozenie istnieje. Ale tak samo istnieje w projektach zamknietych. Wielokrotnie pracujac nad aplikacjami zamknietymi spieszac sie po prostu latalismy dziury, "zeby zadzialalo", nie troszczac sie o jakosc/czystosc calego algorytmu.
> Dlatego myślę, że żadna poważna (nastawiona na zysk) firma czegoś takiego nie zrobi, bo to się po prostu nie opłaca ;)
Well... nie, nie jest to prawda. Netscape kiedys juz zrobil. Szkodzil swoim uzytkownikom wprowadzajac niestandardowe tagi, ktorych celem byl vendor-lock-in uzytkownikow. Mogl sobie na to pozwolic, bo mial 80% rynku. Ta sama taktyke stosowal potem Microsoft do odbicia rynku od Netscape. Winamp w wersji zdaje sie 3 korzystal z tego, ze wszyscy go uzywaja i dodawal kolejne reklamy i dolaczone aplikacje, ktore instalowaly sie wraz z nim (to samo robil Netscape i RealPlayer). Przyklady moge mnozyc... Google moze korzystac w bardzo nieprzyjemny sposob z danych jakie o nas wszystkich posiada... itp.
PitMac:
> I nawet gdybym miał jeszcze płacic z każdą nową wersje to pewnie bym to robił bo dla mnie nie ma lepszej przeglądarki.
Swietnie, nikt nie dyskutuje na ten temat :) Jestes lojalnym uzytkownikiem, doceniasz wartosc produktu i jestes gotow za to placic. Czapki z glow.
Problem lezy gdzie indziej. W teoretycznej sytuacji, w ktorej np. uzaleznisz swoje dzialanie (albo swojej firmy) od produktow Opery (lub dowolnej innej firmy), a w pewnym momencie ta firma doda do nowej wersji kod, ktory sprawi, ze bedzie dostawac wiecej danych o Tobie niz chcialbys jej udzielic. Albo, w nowej wersji znajdzie sie blad, ktory bardzo utrudni prace Tobie lub Twojej firmie, a producent oprogramowania nie poprawi tego bledu przez dluzszy czas.
Jak mowilem, to przyklad teoretyczny, ale opisujacy case, gdzie wlasnie te dwa modele sie roznia.
W powyzszym przypadku, albo musialbys dokonac kosztownej migracji (przeniesienie danych, nauczenie pracownikow, moze zmiana jakichs aplikacji ktore stricte wspolpracuja z danych produktem), albo pogodzic sie z nowymi kosztami/bledami w produkcie ktorego uzywasz.
Nie twierdze, ze Tobie sie to trafi. Odpowiedzia nie jest tez "nie mam firmy", bo nie rozpatrujemy tu Twojego prywatnego przypadku, a jedynie staram sie opisac, ze jednak roznica miedzy tymi dwoma modelami istnieje, i w skrajnych przypadkach moze byc bardzo znaczaca.
OS uwalnia uzytkownika od tego ryzyka, i uwazam, ze choc nie dla kazdego takie ryzyko jest realne, to nie nalezy tej roznicy pomijac stawiajac tezy, ze oba modele sa identyczne...
gandalf napisał/a:
15 lipca 2006 o 20:43:14
Michas:
> Załóżmy, że Fundacja Mozilla jest niedochodowa. Jaki interes mają więc firmy, które finansują ową fundację. Też są bezinteresowne?
To bardzo ciekawe zagadnienie :) Od pewnego czasu rozwazam je w szerszej skali.
Wezmy caly rynek przegladarek. W tradycyjnym modelu oprogramowania, istnieje popyt na przegladarki internetowe, wiec pojawia sie producent, ktory je tworzy i sprzedaje. Tak samo dziala to z samochodami, ksiazkami, wszystkim.
Teraz roznica numer jeden, to najwazniejsza roznica miedzy rynkiem fizycznym, a komputerowym. W swiecie fizycznym istnieje koszt stworzenia kopii (materialy, energia, praca). W swiecie komputerow ten koszt spada do zera.
Jest to najwazniejszy powod, dla ktorego wiekszosc praw jakie stosuje sie do rynku fizycznego nie pasuje do rynku komputerow. I w rozwazanym przypadku takze stanowi roznice.
Zalozmy teraz, ze rynek internetowy juz istnieje i tworzy sie popyt na produkty. A takze podaz. Powstaja serwisy internetowe, firmy swiadczace uslugi przez net itp. Forma dochodu dla nich sa uslugi swiadczone, aby moc je swiadczyc sprawnie, i aby jak najwiecej klientow zechcialo z ich uslug korzystac, w ich zywotnym interesie jest, aby korzystanie z internetu bylo latwe, szybkie i wygodne.
Zatem istnieje ogromna szansa, ze zechca wydac pieniadze, na zapewnienie sobie tego. Dodatkowo, jest w ich interesie, aby internet nie byl zmonopolizowany, poniewaz wowczas istnieje firma (tenze monopolista), ktory moze nas z rynku latwo usunac. Czyli np. jesli rynek browserow nalezy do Microsoftu, to firme Onet.pl Microsoft moze z rynku usunac w dosc latwy sposob. Zatem w interesie firmy Onet jest, aby internet byl wygodny i niezalezny od firmy Microsoft.
Optymalnie byloby, aby byl zalezy od firmy Onet, ale to juz oznacza odpowiedzialnosc, koszta, ryzyko zabrudzenia marki w razie niepowodzenia itp.
Wsparcie finansowe dla niezaleznego produktu, zwiekszajacego roznorodnosc przegladarek jest jak najbardziej w interesie tej firmy. I setek innych.
Podobnie ma sie sytuacja z producentami systemow operacyjnych. Monopol Microsoftu na browsery powoduje, ze ich systemy sa mniej atrakcyjne, bo Microsoft moze nie wydac na nie swojej przegladarki...
W efekcie tworzy sie nisza, ktora moze byc w calosci sponsorowana przez firmy, ktorym zalezy aby ta nisza dzialala. Z prostej matematyki wynika, ze po pewnym czasie produkt, lub produkty darmowe, utrzymywane w rozwoju z pieniedzy firm, ktorym na tym zalezy, wygraja z produktami ktore chca czerpac zyski z tej niszy.
Takich nisz jest i bedzie coraz wiecej. Istnieje sporo firm, i to bardzo duzych (Sun, IBM), ktorym zalezy, aby Microsoft nie mial w reku rynku Office. I juz mamy OpenOffice, a w niedlugim czasie pojawi sie na Windows KOffice.
Mamy dwa silniki browserow (WebKit i Gecko) rozwijane w takich modelach.
Mamy, darmowe systemy blogowania, bo sa firmy, ktore chca aby istnialo jak najwiecej blogow...
Pojawiaja sie darmowe silniki gier (CrystalSpace, Yake, Ogre3D, Irrlicht...
Pojawiaja sie darmowe gry, takie jak CrystalCore, Scorched3D, Glest, Nexuiz, oraz MMORPG jak Planeshift.
Przyklady mozna mnozyc w nieskonczonosc.
Zazwyczaj sa to twory wolontariuszy, hobbystow, ktorzy po prostu lubia to robic, ale czesto jest to tez wspierane przez jednostki, ktore maja interes w tym, aby cos fajnego, darmowego, dla wszystkich pojawilo sie w danej niszy.
Mamy systemy operacyjne, Ubuntu, openSuSe, Fedora, ReactOS, FreeDOS, syllabeOS
I mysle, ze w przyszlosci rynek produktow komputerowych bedzie szedl w ta strone, wiazania firm, ktorym zalezy na dzialaniu danej niszy z produktami, ktore ta nisze wyplenia i beda darmowe, i wolne. Zobaczymy czy mam racje :)
Nazon napisał/a:
15 lipca 2006 o 22:02:31
"...a Prawda i tak pewnie leży po środku..."
Nie prawdą jest to że Opera ASA rozdaje za darmo swoją przeglądarkę wyłącznie z pobudek altruistycznych, tak jak i nie jest prawdą, że Mozilla (F i C) nie ma żadnych korzyści (nie tylko prestiżowych) z popularości FF. (ekonomiści to taki wredny typ ludzi, że prawie wszystko przeliczą na dolary)
@Gandalf:
Jak sam zauważyłeś - są firmy "które maja interes" - i tyle. OS - jak wielkimi słowami i ideami by tego nie obkładać, w coraz większym stopniu staje się częścią biznesu. Przez duże B.
Za dużymi projektami OS prawie zawsze są spore pieniądze (choćby kilka mln $ - które firma Marka Shuttelwortha wydała na rozwój Ubuntu) - dla użytkowników liczy się to że mają alternatywę, dla wolontariuszy-developerów to, że mogą mieć udział w tworzeniu czegoś, dla "sponsorów" - że mogą na tym modelu oprogramowania oprzeć model biznesowy. Zaletą OS jest to, że dużo podmiotów może skorzystać, a niewiele traci.
Dlatego daleko mi do poglądów Stallmana - jednakże jak pokazuje historia skrajności nigdy, z żadnej dziedzinie nie są dobre.
Nie zgadzam się z "zerowym kosztem wytworzenia w świecie komputerów" - czas też jest zasobem, w dodatku ograniczonym w sposób którego raczej nie da się naginać. Kwestią tylko jest to czy ten czas firma kupuje (zatrudnia pracowników), czy korzysta z pracy wolontariuszy. Plusem idei OS jest to, że potrafi motywować do tego rodzaju wolontariatu w większym stopniu niż projekty zamknięte.
I chyba trochę mijasz się z pojęciem nisz - bo ani rynek OS ani browserów nie jest bynajmniej niszą - wręcz przeciwnie - to ostra walka konkurencyjna.
Niszą można nazwać... - system operacyjny do tosterów - ale tą niszę już chyba *BSD zajęło ;>
jasisz napisał/a:
15 lipca 2006 o 22:49:58
Mała uwaga (bo beze mnie dyskusja się ciekawie rozwinela ;) "zerowym kosztem wytworzenia w świecie komputerów" Gandalfowi IMHO chodziło o to, że jeżeli już mamy np. plany samochodu i jego prototyp to wytworzenie każdego kolejnego samochodu kosztuje załóżmy 20 tysięcy złotych.
Natomiast, gdy mamy już gotowy produkt, w świecie komputerów koszty są bliskie (choć nie równe) zeru - właściwie sprowadzają się do kosztów nośnika (np. transferu, nagrania i płyty).
gandalf napisał/a:
16 lipca 2006 o 07:40:57
> Nie zgadzam się z "zerowym kosztem wytworzenia w świecie komputerów" - czas też jest zasobem, w dodatku ograniczonym w sposób którego raczej nie da się naginać.
Nigdzie nie pisalem o "czasie wytworzenia". Pisalem jedynie o kosztach wytworzenia kopii...
W swiecie realnym istnieja dwa typy kosztow. Koszt stworzenia produktu i koszt jego produkcji. W swiecie komputerow mamy wylacznie koszt stworzenia. Zatem zupelnie inaczej rozklada sie wlasciwie wszystko co tego moze dotyczyc, od kwestii strategicznych, przez inny rozklad sil i srodkow, przez inne podejscie do monopolu, przez inny rozklad funduszy, przez inne relacje z prawem patentowym, domena publiczna i dobrem wspolnym, po zupelnie inna wycene wartosci produktu.
OS stal sie biznesem, ale od drugiej strony. Produkty komercyjne sa wytowrzone w swiecie biznesu, w nim dzialaja, i bez niego nie istnieja. Open Source jest troche jak przyroda/ekologia. Moze w nim sie pojawic biznes, moze sie rozwinac, moze zarobic, ale jak zniknie, to OS da sobie spokojnie rade i bez biznesu, poniewaz zupelnie inny jest rozklad priorytetow i pieniadze sa w nim na dalszym miejscu.
Jako "nisza" mialem na mysli pojecie takie jak "nisza ekologiczna". A nie "produkt niszowy".
Nazon napisał/a:
16 lipca 2006 o 09:41:40
@gandalf
> Nigdzie nie pisalem o "czasie wytworzenia".
Nie twierdze że pisałeś - dodałem tylko że czas, jak każdy inny ograniczony zasób jest z ekonomicznego punktu widzenia również kosztem.
Co do reszty całkowicie sie zgadzam, dodać trzeba jednak jeszcze jedną dość istotną moim zdaniem różnicę:
- w świecie realnym producent ponosi koszty na "stworzenie" i "wyprodukowanie" produktu, który jednak podczas "swojego życia" użytkowego (jak ten już podany za przykład samochód) przynosi producentowi dodatkowe, oprócz bezpośrednich ze sprzedaży, dochody. Choćby części zamienne - nie jest tajemnicą że jest to ważne źródło dochodów dla producentów.
- w świecie komputerowym dla odmiany sytuacja się zmienia: producent ponosi tylko koszty "stworzeni" produktu, jednakże podczas całego okresu trwania produktu na rynku musi wciąż ponosić koszty z tym związane - łaty, poprawki, usprawnienia. I w tym przypadku OS jest łatwiej i taniej - nie ma więc co się dziwić, że firmy tworzące oprogramowanie zamknięte także starają się tworzyć własne community wokół niego.
Co do powiązania świata OS i biznesu - chciałbym, żebyś się nie mylił. Jednakże coraz większe zainteresowanie potentatów branży informatycznej OS może różnie wpłynąć. A nie ma co ukrywać że zainteresowanie jest coraz większe. Zainteresowanie przekładające się na grube miliony. Można stworzyć czarny scenariusz, w którym sporo większych i najpopularniejszych produktów OS tak "przyzwyczai" się do swoich biznesowych opiekunów że bez nich nie będzie sobie już radzić. Oczywiście na pewno znajdą się ochotnicy chcący kontynuować dzieło - ale pewne zahamowanie, zachwiania nastąpi.
gandalf napisał/a:
17 lipca 2006 o 01:00:56
"bez nich nie bedzie sobie radzic"... Heh, widzisz, OS jest jak sklejanie modeli. Poki ludzie beda mieli pasje, poki beda chcieli miec hobby, i poki programowanie bedzie sprawiac frajde, poki nic tego nie zniszczy :)
Nazon napisał/a:
17 lipca 2006 o 15:55:59
Zgadze się - może niejednoznacznie się wyraziłem. Chodziło mi po prostu o to, że bez biznesowego "opiekuna" wiele projektów OS może drastycznie stracić na dynamice rozwoju. OS jako ideologia, czy model rozwoju oprogramowania - zgodnie z powodami jakie podałeś będzie istniał zawsze.