Na joggerze vroka rozgorzała dyskusja na temat społeczności Opery. Ciekawie to wygląda, nie powiem... Ostrzegam, że o tej porze tok myślenia odrobinę zwalnia, więc cały post będzie dość... rozlazły.

Zacznijmy od definicji społeczności. Nie jest może ona najlepsza, ale ze społeczności Wikipedii się wywodzi ;)
Socjologia nie jest moim konikiem, ale tak "na chłopski rozum" społeczność wg. Wikipedii oznacza ludzi, których coś łączy - teren zamieszkania, przekonania, etc. Definicja ta jednak nie podkreśla (a moim zdaniem powinna), że grupa ta musi ze sobą utrzymywać kontakty. Myślę, że jest to prawie podstawa mówienia o społeczności. Co z tego, że mamy na świecie załóżmy 50 ludzi, którzy interesują się czymśbardzorzadkim, jeżeli nawet nie wiedzą o istnieniu innych pasjonatów czegośbardzorzadkiego i nie utrzymują z nimi żadnych kontaktów. Załózmy nawet, że kilku z nich się zna, ale nie wiedzą o tym, że podzielają wspólną pasję. Wówczas również nie jest to IMHO społeczność czegośbardzorzadkiego, ze względu na inną płaszczyznę kontaktów.

Ale co to do cholery ma do Opery - zapytasz. Już mówię. Opera moim zdaniem doskonale wie co robi - buduje społeczność. Tylko jaką? Wbrew pozorom wydaje mi sie, że nie chodzi głównie o społeczność "techniczną", nie chodzi o armię wyszukiwaczy błędów, osób robiących widżety, czy inne cudeńka z niczego, czy miliony The Elektrans, albo osób piszących "Oper rulez". Tacy ludzie znajdują się sami i nikt ich do tego przekonywać nie musi. Co nimi kieruje? Altruistyczna chęć pomocy innym (każdy czasami miewa takie napady), chęć popisania się, zdobycia uznania, propagowania przeglądarki (gówniarskie zapędy, chęć nawracania na jedyne dobro, próba pokazania alternatywy i/lub ułatwienia komuś zycia), hobby, czy też inne nieklasyfikowane powody (zboczenia, miłości, etc.).

Żadnej idei? Teraz główne hasło reklamowe brzmi "your web, your choice". I zastanowić się trzeba, czy chodzi o "twój dzień, twoja woda", czy o coś w stylu "to tylko i wyłącznie Twój wybór, my pokazujemy Ci jedną z opcji". Zdecydowanie wolę to drugie - wówczas paradoksalnie program z zamkniętym źródłem czerpie z idei "wolnościowych". Ciekawy zabieg.

Jeżeli ktoś chce zobaczyć o co (moim zdaniem) chodzi Operze, to powinien odwiedzić np. stronę z najczęściej oglądanymi blogami na Opera Community. Blogi te w większośći nie są o Operze - są "normalnymi" blogami "normalnych" ludzi. Za utrzymanie bloga, gdy strona wykryje, że używasz innej przeglądarki wyświetla Ci w sidebarze swoją własną, niewielką reklamę. Moim zdaniem to zupełnie uczciwe. A zarazem efektywne, proste i wyjaśniające większość Opera Community. Osób zarejestrowanych na Opera Community jest w tym momencie 427028 (połowa ilosci użytkowników Opery w samej tylko Polsce), zajmujących się stricte przeglądarką osób - zapewne nawet nie jedna trzecia tego. To relatywnie bardzo niewiele. Nie można więc mówić, że nawet tę dość skromną Opera Community trzyma przeglądarka, używają jej zapewne, ale trzyma ich raczej samo to miejsce - prosty w prowadzeniu blog, możliwość dołączenia do grup, tworzenia własnych galerii.

Nie oszukujmy się, spośród osób "zajmujących się" Firefoksem ile naprawdę programuje, poprawia błędy itp.? Nieznaczna część z tych, którzy tej przeglądarki używają, propagują, czy też zgłaszają błędy, albo pomagają innym na forum. W Operze jest zupełnie analogicznie, z tym że wszyscy developerzy są przez Operę zatrudnieni. Jeżeli używając Firefoksa natrafiłbym na błąd - zgłosiłbym go i prawdopodobnie na tym skończyłaby się moja rola. Z Operą jest tak samo. Osoby znajdujące błędy przede wszystkim dużo używają przeglądarki, a kiedy na błąd natrafią, zgłaszają go i mają satysfakcję, że znalazły coś, czego nikt wcześniej nie zauważył. Skoro korzystam z danego produktu, to sądzę, że jest dla mnie najbardziej odpowiedni i chcę, aby nadal takim dobrym produktem pozostał.
Jeżeli natomiast ludzie używają czegoś sporo i trochę już znają dany produkt, to chyba nic w tym dziwnego, że znajdują się osoby, które chcą pomóc innym i ułatwić im życie. Nie czuję dużej różnicy tłumacząc wolne forum, a tłumacząc tutorial Opery - i to, i to robię aby się czegoś nauczyć i ułatwić innym korzystanie z czegoś, co mi się mniej lub bardziej podoba. Istnieją przecież fora dla ludzi korzystających z Widnowsa, gdzie jedni drugim dają rady.

Oczywiście pozostaje argument, że na takiej pracy zarobi Opera, albo Microsoft. Zarobi, nie przeczę. Ale nie czarujmy się - analogicznie zarobi też Mozilla, czy cokolwiek innego. Marcoos napisał:

Pieniądze, jakie zarabia Mozilla (F. i C.) idą m. in. na:
- pensje dla pracowników (główni developerzy pracujący wyłącznie nad Firefoksem i Thunderbirdem)
- nagrody za odnalezienie istotnych błędów związanych z bezpieczeństwem
- kampanie marketingowe
- organizowanie konferencji
- wsparcie innych projektów F/LOSS (OpenSSH na przykład)
- bieżące koszty działalności

Co mają z tego "wolontariusze"?
- darmowe uczestnictwo w konferencjach (np. Mozilla Corp. opłaciła wszystkim lokalizatorom przelot do Brukseli na FOSDEM w lutym ;-))
- najaktywniejsi wolontariusze stają się pracownikami
- inne - Mozilla dopiero zastanawia się, jak rozparcelować kasę między wolontariuszy (lub na co ją zamienić), żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony.

Pieniądze jakie zarabia Opera idą na:
- pensje dla pracowników (developerzy pracujący nad Operą Desktop, Mini, Mobile i wszelkimi innymi)
- nagrody w konkursach, np. Widget World Cup
- kampanie marketingowe
- organizowanie konferencji
- wsparcie innych projektów, np. dążących do wdrażania standardów
- bieżące koszty działalności
Co mają z tego "wolontariusze"?
- co otrzymują lokalizatorzy (nie do końca "wolontariusze"...)? wystarczy zapytać andola ;)
- najaktywniejsi wolontariusze stają się pracownikami - aktywni wolontariusze zapewne nie mają trudności z dostaniem się do Opery, dobry przykład - Moose

Czy też więc nie jest to tak naprawdę "jeden diabeł"? Oczywiście wolałbym, gdyby Opera była open source (idee piękne, ale wykonanie nie zawsze) - chętnie bym popatrzył jak jest zrobiona, wypróbowałbym jej "klony". Co to jednak obchodzi statystycznego Kowalskiego, jej użytkownika? Jeżeli ma dobry, odpowiadający mu produkt, nie interesuję się tym to naprawdę niewiele.
Żaden to jednak w tej chwili interes dla Opery, od początku była zamknięta i nie ma się co dziwić. Podejście w stylu "tylko open source" jest naprawdę dziwne...
A może kiedyś jakiś specjalista wymyśli, że udostępnienie źródeł to świetna reklama? Wszystko na tym świecie jest możliwe ;)

Poprzedni wpis: Jasisz i Wykop.pl
Następny wpis: Obwodnica Augustowa