01 lutego 2010
Historie pociągowe, czyli jak tu się nie bać dentystów
Etykiety: Inne, Po polsku | 23:41:282 komentarze
Wolę pociągi niż autobusy z wielu powodów. Jednym z nich jest właśnie to, że w klasycznym pociągowym przedziale często można kogoś ciekawego spotkać. Jeździłem już z księżmi, żołnierzami na przepustkach, litewską Polonią, czy kibicami Wisły Kraków. Dzisiaj trafiłem z kolei na dwóch (mocno wstawionych) studentów stomatologii. Piąty rok, żeby nie było.
Historie na temat ich nauki i praktyk przyprawiły mnie o gęsią skórkę. Strach człowieka ogarnia jak sobie pomyśli, że może kiedyś trafić na lekarza, który na studiach głównie ściągał. Z drugiej jednak strony, może ktoś boi się, że napotka informatyka, który również nauką się zbytnio nie skalał?
Jednak historie o praktykach i samo podejście tych, bądź co bądź, sympatycznych chłopaków do pacjentów... Twierdzili, że przy pacjencie trzeba robić dobrą minę do złej gry i przy pierwszym wierceniu twierdzić, że się to już robiło setki razy. To akurat jestem jeszcze w stanie przynajmniej jakoś wytłumaczyć. No ale tego, żeby nie chłodzić wiertła, bo tak lepiej widać, albo borować ludziom zęby na odwal, bo zostały dwa do zaliczenia...
To akurat przykład, który można poczuć. Ale jak już wspomniałem - czy budowlaniec, który stawia dom ot tak, albo informatyk, który pisze program aby działał, to jest taka wielka różnica?